poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Doskonałość

Coraz częściej zauważam, że moim przekleństwem jest doskonałość.

Zaczepnie zabrzmiało, prawda?;)

Nie, nie moja. Tzn. owszem, moja. Ale nie jako stan faktyczny, obecny. Jako coś, z czego brakiem nie umiem sobie poradzić. Co mnie - ach, dobrze, bądźmy patetyczni - unieszczęśliwia.

Doskonałość.
Dążenie do niej nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie. Rozwija, jest motywacją, jest celem.
Pragnienie osiągnięcia jej tu, teraz i natychmiast (tak po Aspazjowemu) może doprowadzić do frustracji.

A przecież tak w głębi duszy ukochałam naturalność.

Spokojnie. Przecież wiem jak.

wtorek, 21 kwietnia 2009

A pewnie, że umiem kreować!

sobota, 18 kwietnia 2009

Pamiętnikowo 5

Wetlina, 18.09.2008 r.
"Chata Wędrowca"
14:36


Spacer ponad 10 km. Potem podwózka przez dwóch miłych chłopców. Komplement dotyczący lubelskich dziewczyn i porada, by, jeśli gdzieś coś zjeść, to nie tu, ale obok. Może i przystojni, może i stąd, ale wolę posłuchać rady Maćka;)
A co ze mną?
Zmęczenie po przebyciu tych kilku kilometrów ledwie odczuwalne.
Miejsce świetne. Siedzę co prawda w sali dla palących, ale tu słychać, jak deszcz uderza o blaszany dach. Prawie jak u mnie w domu. I widok z okien werandy piękny. Mgła. Zieleń. Wiatr porusza gałęziami drzew. Dobrze tu. Przyjemnie. Chłodno. Pusto.
Odpowiada mi.

A wcześniej - zmiana lokalu do spania. Na dzisiejszą noc jest to "Dolina Niedźwiedzia". Piękny, piękny widok z okna. Zielone, drzewiaste wzniesienie. Mgła zakrywająca szczyt. Zmienia kształt. Wije się. Opada w dół, jakby chcąc wzbudzić nadzieję na lepszą pogodę. Znika, a w chwilę potem z góry nadchodzi następną falą. Bielszą, gęstszą. Cieplejszą, mogłoby się wydawać.

Cieszę się, że pogoda jest właśnie taka. Gdyby było ciepło, gdyby świeciło słońce, a podczas wędrówki lałby się ze mnie pot, pewnie też byłabym zadowolona. Ale ta pogoda jest taka moja. Taka niezdecydowana. Taka chłodna, rzeczywista, a jednak przytulna. Chce się w taki czas przytulić do kogoś, ścisnąć za rękę, spleść palce, dotknąć włosów, uspokoić, wsłuchać się w oddech kogoś będącego blisko obok.

Pamiętnikowo 4

Cisna, 17.09.2008 r.
"Cień PRL-u"
19:05


Jestem po obiedzie. Policzki palą. Albo rozmarzam, albo trawi mnie gorączka. (Będę co jakiś czas wspominać o tym ewentualnym przeziębieniu, żeby go ostatecznie nie było;))
Kąpiel w ciepło-zimno-gorącej wodzie miała pomóc moim mięśniom. Czy pomogła - dowiem się jutro. Dziś śpię tu ostatnią noc. Jutro przenoszę się do kwatery prywatnej. Jutro też jadę do Wetliny. Połonina Wetlińska na mnie czeka. I knajpa, o której wspominał Maciek. Jutro chciałabym usiąść i spróbować tego, o czym mi opowiadał. Zamknąć oczy, wyrównać oddech, nie pytać. Uspokoić rozdygotane od wątpliwości i ciągłych negacji wnętrze. Usłyszeć w tym uspokojeniu siebie.

Nie żyć półśrodkami.
Nie wstydzić się siebie.
Odważać się.
Odkryć siebie taką, jaką z ochotą i uśmiechem chcę przynieść innym.
Wybaczyć sobie rzeczy, które zrobiłam dla siebie - dlatego właśnie, że zrobiłam je dla siebie.
Pokochać i nie bać się.
Nie czuć się mało warta. I dlatego niegodna. Jeśli czegoś pragnę, to mam wszelkie prawo, by po to sięgnąć.
Odrzucić lęk w tym pragnieniu. Odrzucić wątpliwość.
Nie bać się ośmieszenia.
Nie robić niczego na siłę - bo powinnam, bo wypada, bo ktoś oczekuje.
To ja decyduję o sobie.

Chłód troszkę trzęsie. Siedzę przy ciepłym kaloryferze otulona chustą.
Co lubię.
Lubię swoje pismo.
Lubię swoje oczy.
Lubię swoje włosy, zwłaszcza rozpuszczone.
Lubię swoje dłonie.
Lubię swój śmiech i swój uśmiech.
Lubię swoje dążenie do precyzyjności w pewnych kwestiach.
Lubię swoje zamyślenie.
Lubię swoją radość z małych nawet rzeczy, spraw.
Lubię swoje pochylenie nad pięknem, choćby to była rosa na pajęczynie.
Lubię swoje oddanie innym ludziom.
Lubię swoje oddanie w miłości.
Lubię dotykać innych.
Lubię, gdy ktoś dotyka mnie (zbyt rzadko na to pozwalam, dlatego często reaguję spięciem się w sobie).
Lubię swoją energię.
Lubię swój głos.
Lubię siebie pochyloną nad kubkiem herbaty.
Lubię siebie czytającą książkę.
Lubię siebie z "Amelią" w uszach.
...

Nic na siłę.
Wszystko w zgodzie z sobą.
Każda myśl - nigdy wbrew mnie.
Nie dlatego, że ktoś oczekuje. Zawsze najpierw ja. Ja szczęśliwa. Bo tylko wtedy inni będą szczęśliwi, będąc obok mnie. Kochając siebie, będę umieć kochać innych. Inni będą szczęśliwi z moją miłością.
A od miłości? Czego oczekuję...?

Pamiętnikowo 3

Krzywe, 17.09.2008 r.
przystanek PKS
15:15


Wczoraj nie byłam na spacerze. Wczoraj przepłakałam wieczór. Skulona z zimna zasnęłam. Obudziłam się rano i wiedziałam, że jeśli czegoś nie zrobię, samo "lepiej" się nie stanie. Mimo chłodu i deszczu wyszłam.
Mgła tu jest wspaniała. Zdaje się sączyć ze szczytów. Chciałam wejść na któryś z nich i znaleźć to miejsce, skąd się wydobywa. Jak gdyby naprawdę istniało. Weszłam. Krzemienna (937 m.n.p.m.). Rekord to nie jest, wysokość z nóg nie zwala. Wspaniałe zmęczenie. Wspaniały chłód. Wspaniała wilgoć i mgła, która jest przytulna, a jednocześnie straszy, że uniemożliwi odnalezienie drogi do domu. Ale nie. Rozstępowała się.

Jestem przemoczona i niemal pewna, że mój urlop zamieni się w L4. Ale nic. Wracam. 10 km przede mną.

Pamiętnikowo 2

Cisna/Dołżyca, 16.09.2008 r.
"Cień PRL-u"
17:04


Odnotuję fakty. Nie umiem czytać mapy, co zaskutkowało szukaniem miejscowości Dołżyca w przeciwnym kierunku niż faktycznie leży - 4km w tę i z powrotem bez celu. Ale czegoś mnie to nauczyło - gdy patrzysz na oznaczenia szosy, to sprawdzaj, czy biegnąca w kierunku przeciwnym ma to samo oznaczenie. Zazwyczaj tak. Więc tym się nie kieruj. Tyle.
W końcu powróciłam do Cisnej wlokąc się z dwudziestoma kilogramami na plecach. Gdy szłam już w dobrym kierunku, zatrzymał się jakiś samochód i zostałam podwieziona przez przemiłych warszawiaków. Udzielili kilku rad, wyrzucili pod "Cieniem PRL-u", gdzie przebywam, i życzyli udanego urlopu. Miłe.

Ośrodek jak ośrodek. Nie jest to hotel pięciogwiazdkowy. Pachnie starością (cholera, a wahałam się, czy nie wziąć jakiejś świeczki zapachowej), na ciepłą wodę długo się czeka, okna średnio szczelne. Więc jest zimno. Nawet bardzo. I raczej nie ma co liczyć na poprawę. Prognozy są bezwzględne. Deszcz i temperatura poniżej 10 C. Obawiam się przedłużenia urlopu w formie L4. Witaminy co prawda przezornie spakowałam, ale wątpię, by ustrzegły mnie przed przemarznięciem, więc też przed przeziębieniem.
Dobrze.
Jest samotnie. Bardzo. Jest smutno. Może to pogoda, może to ten chłód tak działa? Nie znoszę marznąć. Nie do opanowania dreszcze, drętwienie koniuszków palców trzymających długopis. Nie czuć ruchów powietrza, a uczucie jest takie, jakby wiatr hulał po pokoju. Mrozi moje myśli, moje pozytywne, szczęśliwe emocje, które chciałam tu rozwijać i pozwalać im sobą zawładnąć. Dominuje chłód i smutek. Łzy nie, ale czuję, że przyjdą. Mają na to 3 dni. Skoro deszcz jedynie wyziębia, to może one oczyszczą. Niech będą żałosne, bezsensowne, dziecinne. Byleby były granicą, którą jak najszybciej chcę przekroczyć. Przejść dalej. Wyjdę na spacer. Może będzie więcej do napisania po powrocie.

Pamiętnikowo 1

Sanok, 16.09.2008 r.
Dworzec Autobusowy
ok. 11:55


List do samej siebie. Dobrze, że wzięłam te kartki. Nie wiem, co spowodowało impuls, by je spakować. Nie miałam planu, by to pisać. Miały się na coś przydać, w końcu nic nie wiadomo. No i przydają się właśnie.

Więc będzie to coś na kształt dziennika podróży.

Podróż rozpoczęła się kilka miesięcy temu, wcale nie dziś. Ale to, co zaczęło się dziś, ma być kamieniem milowym. Wybrałam się w tę podróż, żeby znaleźć spokój i dystans. Żeby umieć ujrzeć drogowskaz. Ten najważniejszy. Chyba troszkę naiwnie sądzę, że objawi mi się wśród zielono-mglistych połonin. Albo że będzie tylko jeden, za to jak grom z jasnego nieba. Może będzie malutki, może, jak oznaczenia na szlaku, będzie prowadził do następnego, kolejny krok do celu. Niech prowadzi. Niech ścieżka biegnie. Przyjechałam znaleźć. Więc poszukam. Nie rozpaczliwie i nie na siłę. Z nadzieją. I myślę, że się nie zawiodę.

Wspomnienia

Zauważyłam, że bardzo ciężko przechodzę moment ewolucji wydarzeń we wspomnienia. Nawet teraz zawahałam się nad użyciem słowa "ewolucja", bo niekiedy mam wrażenie, że wcale nie jest to 'proces przeobrażeń, zmian, przechodzenia do stanów bardziej złożonych lub doskonalszych; wszelki rozwój' (SWO PWN, Wwa 2003, s. 316-317). Jest to raczej nieuchronny proces odbierania mi czegoś, powolnego wyszarpywania z rąk tego, co należy do mnie, na co mam wpływ, a już niedługo, po tejże ewolucji, będę to miała jedynie na wyciągnięcie myśli.
W tym miejscu należałoby jeszcze wyszczególnić, że chodzi o wydarzenia, których nie chcę tracić ze swej teraźniejszości, czyli te dobre, te właściwe, te budujące.

Chcąc się czepiać można tutaj zawrzeć dygresję dotyczącą tego, kto i co tak naprawdę decyduje o tym, które wspomnienia są 'właściwe', 'dobre' czy 'budujące' i czy zawsze są to te szczęśliwe. Przecież jednako budują nas cierpienia, jak i radości. I te i te są nasze, więc są właściwe.
Czas?
Nasze podejście?


Te, które sprawiają cierpienie, chcę zazwyczaj jak najszybciej od siebie oddalić, wyrzucić z pamięci, więc również z tego zakamarka naszego umysłu, który odpowiada za wspomnienia. Termin wyparcia nie jest mi obcy. I nie tylko termin.

Wiem, że rozpaczliwa próba zatrzymania tego, co się dzieje, a co mnie uszczęśliwia, jest irracjonalna - każda chwila, którą przeżywam, nawet to, że właśnie prawie wylałam herbatę na klawiaturę, jest już w tej chwili wspomnieniem. A co ciekawe, zapamiętam ten moment zapewne tylko dlatego, że o tym napisałam, zanotowałam, zarchiwizowałam. Więc archiwizujmy dowody na wydarzenia, by pamiętać?
Chyba odbiegam od tematu...

Co więc robić, by szczęśliwości chwil nie odebrał mi czas? Nie przemienił ich w mglistą marę, którą zmienię, upiększę bądź uczynię trywialną poprzez częste do niej powroty? [styl powyższego akapitu wskazuje na nadmierną lekturę Tetmajera;)]
Rozwijać. Pozwolić ewoluować, ale kierując tą ewolucją, mając na nią wpływ na tyle, na ile jest to możliwe. Nie skupiać się na tym, że coś tracę, ale na tym, że coś zyskuję, dodaję do tego co jest, co mam i czego nikt mi nie jest w stanie odebrać, bo jest we mnie.
Wspomnienia są nie po to, by tęsknić.

środa, 8 kwietnia 2009

?

'Przestań kochać rzeczy, zacznij kochać ludzi'

czwartek, 2 kwietnia 2009

...

post usunięty przez autora
...

środa, 1 kwietnia 2009

La valse

Podobno za mało gołębi, więc jeszcze jednego tu przygarnę:)

Wiosennie będzie, bo i wiosna nastaje. W pokoju redakcyjnym cisza, pachnie kawą. Na blaty stolików pokrytych szpaltami i tekstami do adiustacji zza rolet prześwieca wiązkami cieplutkiego światła wiosenne słońce.
Jest przyjemnie. Zwłaszcza, gdy dłoń znajdzie się w tym miejscu przestrzeni biurka, gdzie słońce pokrywa je swoim złotem. Przestaje być chłodna, a przecież ja niemal zawsze mam zimne dłonie. To nowe. Przyjemne. Niezwykłe. Upragnione?
Hm.
Tak.
Właśnie tak:)

A dziś szłam rano do pracy i słuchałam OST do "Amelii".
I wciąż się uśmiechałam.
Niech już tak pozostanie...
:)