środa, 21 października 2009

wtorek, 20 października 2009

Święto ognia

Deszcz, a ja na słonecznych zielonych wzgórzach.


poniedziałek, 19 października 2009

L'viv

Wczoraj wróciłam ze Lwowa. Podróż długa, pełna obaw (pierwszy raz przekraczałam granicę), zimna i z przygodami. Zwłaszcza powrót do Polski - dużo się słyszy o pomysłowości przemytników, ale to, co Ukraińcy uskuteczniali w moim autokarze, nie mieściło mi się w głowie, a zawsze myślałam, że mam bujną wyobraźnię. No nic, człowiek uczy się całe życie. Ale zimnej krwi podczas odprawy po polskiej stronie zazdroszczę, serio.
Nic, ja nie o tym.

Lwów mnie zachwycił. Jest monumentalny... kamienice Starego Miasta górują nad tobą i przytłaczają, ociężale wyrastają z kamienistych ulic i skrywają w swym wnętrzu niezwykłe sztukaterie, zachwycające bramy i klatki schodowe. Freski w ormiańskiej świątyni, Podniesienie w łacińskiej katedrze, gdy polska modlitwa dźwięczała pośród grubych murów, trafiając w samo serce Polaka na obczyźnie. Wiem, byłam tam tylko kilka dni, to żadna wieloletnia emigracja, ale usłyszeć język polski w obcym kraju, do tego podczas Mszy Świętej, jest doświadczeniem metafizycznym niemal. Ale chyba najbardziej urzekł mnie Cmentarz Łyczakowski. Tak, Orlęta spoczywające w swych równych mogiłach na jednym z cmentarnych wzgórz (Mortui sunt ut liberi vivamus). Czy teraz bylibyśmy zdolni...?
Cieszę się, że trafiłyśmy tam, gdy zmierzchało... Uwielbiam cmentarze wieczorną porą (a jakże), zwłaszcza tak pachnące historią, która porasta mchem i zastyga w pomnikach bezgłowych aniołów.











Fot. by J. Molik









Fot. by Aspazja


Dziękuję mojemu Molikowi za ugoszczenie, upicie, pozostawienie na pastwę Ukraińców nieznających polskiego, a angielski ledwo co, za wstawanie o 11:00, za Płacz Jeremiji i kuchnię z koszmarną akustyką:>

Djakuju';)

PS Piwo "3eнuк" rządzi:)

środa, 14 października 2009

Śniegowo

No i zima spadła na Lublin. Pięknie:) Jakoś od razu świątecznie się zrobiło, a tu przecież dopiero październik (założę się, że w święta nie będzie śniegu). Aż miałam ochotę włączyć sobie jakiś utwór Trans-Siberian Orchestra. A czemu nie:

Moja radość znikła, gdy uświadomiłam sobie, że moja kurtka zimowa została w rodzinnym domu, w Borkach, a tutaj mam jedynie wiosenną kurtałkę. No nic, nałożyłam więcej swetrów niż na co dzień, szal i nie zmarzłam jakoś okrutnie. Buty na szczęście mam jeszcze z marcowego wyjazdu w Beskidy - ciepłe, zimowe i nieprzemakalne. Siedzę w pracy, jest cicho, nie chce mi się zajrzeć do tekstu o Normanach, nad którym właśnie pracuję. Leniwy dzień. Taki przytłoczony, przysypany, ciężki. Czuję, jakby ten śnieg, który zalega na parapecie, obciążał mi powieki. Nawet nie chce mi się wstać, żeby zrobić sobie kawę, która na pewno jakoś-tam by pomogła.

Biało.
Znowu biel.

Sprzątając przedwczoraj w nowym mieszkaniu pomyślałam o tym, że pierwszy śnieg powitam już tam. Pospieszył się, nie poczekał na mnie, a jedyne, co pada mi na głowę, gdy jestem w moich czterech ścianach, to tynk z sufitu. No nic, trudno. Nie wszystko musi być tak, jak sobie to zaplanowałam.
Choć w większości wypadków tak właśnie jest.

Jest spokojnie.
:)

niedziela, 11 października 2009

Mist

Dziś jest tak mgliście, że człowiek nawet nie chce otwierać szeroko oczu, tylko mruży je patrząc wzrokiem krótkowidza. A ja się duszę. Czuję, jakby ktoś odciął mi połowę tlenu, którym oddycham na co dzień. Oddychanie głęboko strasznie męczy.

Próbuję doszukać się powodu tego poczucia. Ok, jestem meteopatą (innym -patą też zdarza mi się być), więc odczuwam barometrowe chwiejności całkiem konkretnie. I właściwie może tu trzeba się zatrzymać.

Tak, to na pewno ciśnienie.

niedziela, 4 października 2009

~~~

"...jakie tu żale tłustych wspomnień.."