niedziela, 31 maja 2009

Yerka



Lubię sposób, w jaki zadomawia przestrzeń.
Za pomocą białej pościeli, kubka z mlekiem, książki i jednorożca. Poprzez szczegóły tak błahe jak pęknięcia bruku wokół wrośniętego w ziemię telefonu i czarnego kota czekającego na tramwaj.
Umagicznia.

wtorek, 26 maja 2009

Porannie

A tu spokojnie tak... i cicho...
Dobrze.

Pomimo strat.



Coś dla Molika;)

sobota, 23 maja 2009

Jedyna

Pierwsze spojrzenie na zajęciach z łaciny, gdy spóźniona usiadałam na podłodze z braku wolnych miejsc. Pochwyciłam Twój wzrok i chciałam zmiażdżyć zimnem własnego. Nie muszę mówić, że się nie udało. Na każdych zajęciach Twój wesoły, głęboki głos i włosy do pasa, którymi zamiatałaś stolik, gdy wiązałaś je siadając w ławce przede mną. I zawsze ten sam tekst o Suwałkach:)
A potem kilka rozmów na parapecie przed Nową Aulą, kilka podobnych wspomnień (O psie, który jeździł koleją). Kilka Twoich wierszy, których nie rozumiałam. Kilka mokrych, bladych, chmurnych słów, które mimo swej enigmatyczności w mym prostym, poukładanym, zamurowanym życiu troszkę skruszyły stary tynk. A potem pisanie o marnościach świata tego i etosie rycerza, w czym mocno wspierało nas Dębowe Mocne i Twój fotel bujany.
Nawet nie wiem, kiedy przestałam opierać się nazwać po imieniu to, co nas połączyło, i zastanawiać się, dlaczego wybrałaś na najbliższą Ci osobę w tamtym czasie kogoś tak zimnego i zamkniętego jak ja. Co widziałaś? Jak zwykle więcej niż każdy inny?
W momencie największego bólu i lęku nie musiałam przy Tobie płakać. Przynosiłaś spokój samym faktem istnienia. Boję się myśleć, ile razy nie umiałam tego docenić.

Dziękuję, że czekałaś na Mnie.



poniedziałek, 18 maja 2009

Na chorobowym

No i znów L4. Po ponad roku pracy na stanowisku Doradcy w Departamencie Obsługi Klienta Indywidualnego, czyli po prostu na słuchawce w Call Center, moje gardło jest w stanie, jakim zapewne może pochwalić się nauczyciel z 10-letnim stażem. Byle wiaterek i już zapalenie. A ponieważ ja gorąca laska jestem, to nieraz zdarza mi się spać przy otwartym oknie, nawet jeśli na zewnątrz jest kilka stopni.
Ale ja nie o tym.

Jakiś czas temu chciałam napisać tu o moim umiłowaniu ciszy. Chciałam opowiedzieć o tym, że dręczą mnie dźwięki. Że nie lubię wychodzić z mojej cichej pracy, bo hałas miasta ogłusza. Przełożyło się to również na słuchanie muzyki. W prosty sposób - nie miałam ochoty na żadne dźwięki. Coś tam słuchałam, choć właściwie można powiedzieć, że one były, gdzieś w tle, gdzieś za ścianą, choć przecież nierzadko w słuchawkach empetrójki. Ale poza mną. Nie docierały tam, gdzie powinny, gdzie zawsze docierały.
Kilka dni temu muzyka wróciła do mnie z całą mocą, zwielokrotniona o ten czas, gdy jej nie przyjmowałam.
I tak chrypiąc i kaszląc pozwoliłam dźwiękom, o które życie moje dużo uboższym byłoby, ogarnąć mnie. Odsłuchanie jednego utworu przywodziło następny, pojedynczy dźwięk przypominał o innym. A ile wspomnień! Z czasów liceum, lat studiów. Obejrzane filmy, pożyczone płyty (czy kasety swego czasu), przegadane noce.
Naiwnie próbuję ogarnąć. I chyba najbardziej cieszy mnie, że nie potrafię:)

No to skoro o muzyce, to poniżej coś, od czego wszystko się zaczęło:)
[z dedykacją dla dwóch takich, co mnie muzyki słuchać nauczyli, zabierając kiedyś do pewnej jaskini bitelmana]


wtorek, 12 maja 2009

wtorek, 5 maja 2009

Do S/Ciebie

Tak, dużo kruków ostatnio. Jak nie muzycznie, to kategoriowo. Ale widać tak trzeba. Wiosna jest tak soczyście zielona, że powraca dziecięca ciekawość, czy trawa jest smaczna. A bez odurza tak, że kręci się w głowie.

Nie mam ochoty na poetycki język. Nie przychodzą do mnie miękkie porównania i pastelowe słowa (pastelowe... lubię to słowo i to określenie; jest ciepłe, jest moje, jest przytulne; dziś jednak czuję je jako brak żywego, intensywnego koloru). Mam ochotę czuć krew w ustach i twardą, wilgotną ziemię pod stopami. Chcę żyć, a nie płynąć w przestrzeni. Dość mam unoszenia się te kilka centymetrów nad ziemią i dostrzegania tego, co za mgłą. Może warto by było popatrzeć pod stopy i nie wygłupiać się, przecież i tak jestem krótkowidzem, do tego z astygmatyzmem. Okulary nasuwam mocniej na nos i żyję.

A Ciebie i tak spotkam. Wiem, gdzie na mnie czekasz. Nawet wiem, jak masz na imię.