sobota, 23 maja 2009

Jedyna

Pierwsze spojrzenie na zajęciach z łaciny, gdy spóźniona usiadałam na podłodze z braku wolnych miejsc. Pochwyciłam Twój wzrok i chciałam zmiażdżyć zimnem własnego. Nie muszę mówić, że się nie udało. Na każdych zajęciach Twój wesoły, głęboki głos i włosy do pasa, którymi zamiatałaś stolik, gdy wiązałaś je siadając w ławce przede mną. I zawsze ten sam tekst o Suwałkach:)
A potem kilka rozmów na parapecie przed Nową Aulą, kilka podobnych wspomnień (O psie, który jeździł koleją). Kilka Twoich wierszy, których nie rozumiałam. Kilka mokrych, bladych, chmurnych słów, które mimo swej enigmatyczności w mym prostym, poukładanym, zamurowanym życiu troszkę skruszyły stary tynk. A potem pisanie o marnościach świata tego i etosie rycerza, w czym mocno wspierało nas Dębowe Mocne i Twój fotel bujany.
Nawet nie wiem, kiedy przestałam opierać się nazwać po imieniu to, co nas połączyło, i zastanawiać się, dlaczego wybrałaś na najbliższą Ci osobę w tamtym czasie kogoś tak zimnego i zamkniętego jak ja. Co widziałaś? Jak zwykle więcej niż każdy inny?
W momencie największego bólu i lęku nie musiałam przy Tobie płakać. Przynosiłaś spokój samym faktem istnienia. Boję się myśleć, ile razy nie umiałam tego docenić.

Dziękuję, że czekałaś na Mnie.



4 komentarze:

  1. ...ale numer odpisuje komuś na blogu...a ja przeciez wciaz na tyle współczesnych "wynalazków " sie nie godze...odpowiedz jest prosta wcale nie byłas tak zimna mmmmmmmmm a może byłas i tesknota za biegunem zimna sprawiła ze przylgnęłam do CIEBIE wbrew TOBIE...:)UZUPEŁNIAŁŚ MNIE...ba nadal to robisz...mmm mhim...ale w sumie to nie do korzeni naszej miłości chce nawiązać...miłości bo przyjażń to najpiękniejsze oblicze miłości...czyż nie siostruniu?
    tyle telefonów które wykonałas ze stacjonarnego na moją komórke gdzy czułam jak dotykam dna własnej bezsilności...tyle listów takich w pięknych kopertach...księżycowa...głód w RUTCE...te kiełbaski okropne których nie mogłyśmy juz jeść choć próbowałyśmy je urozmaicać...śniadania na balkonie bez barierki...rozbity nos ataki alkoholowego głodu...mmmm...to tylko minimalna część naszego dorobku...były dni że byłyśmy dalej...niebezpiecznie dalej...mam ...tak się bałam że CIĘ stracę...tak bardzo...chciałm walczyć ale czułam że nie mam broni...to też było...justyś jesteś jednym z "elementów" tego świata który bardzo sobie ukochałam...elementem który często pozwala odważniej postawić stopę...spojrzec na słońce...justyś...piękny jest teraz czas w TWYM zyciu...tyle razy mnie pytałas...tak JUSTYNKO UWAZAM ŻĘ TO JEST SZCZĘŚCIE...ŻE JESTEŚ KOBIETA SZCZĘŚLIWĄ...MOJĄ KOBIETĄ...

    OdpowiedzUsuń
  2. :)Żeby za poważnie nie było, powiedz mi, gdzie w tych naszych wyznaniach sytuujesz teorię, że inne rodziny mają psa, a Wy macie taką Sałatę?;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Napisałam całą zbędną epistołę, skasowałam... kto doświadczył prawdziwej przyjaźni, ten wie, że niekiedy nie trzeba jej nawewet komentować, bo słowa wydają się zbędne, tak oczywiste.
    Cieszę się niezmiernie, że i mnie i Tobie udało się/nadal się udaje doświadczać czegoś równie pięknego.

    OdpowiedzUsuń
  4. a jednak nie są zbędne
    słowa
    są drzwiami
    pootwieranymi aż do bólu ramion
    przymkniętymi aż do bólu powiek
    potrafią
    poprzewracać
    potrafią
    pozamykać

    potrafią

    Silnia+

    OdpowiedzUsuń