środa, 31 sierpnia 2011

Awans

Na początek trochę się pochwalę, a potem, jak zwykle, ponarzekam.
Dostałam awans. Jeśli chodzi o finanse, to malutki (a gdzieżby KUL miał...), natomiast personalnie trochę większy. Będę koordynatorem swojego działu. Pode mną będą jacyś ludzie, którym może nie będę rozdzielać obowiązków, ale powiedzmy, że będę nad ich pracą sprawować pieczę. Robiąc jednocześnie to, co oni. Jestem zadowolona i ... wietrzę problemy. Bo w innych działach też zostali powołani koordynatorzy i już się to wielu osobom nie podoba i podobać nie będzie. Do tej pory byliśmy zespołem (tylko z nazwy, ale ludzie przywiązują się do określeń), a teraz zaprowadzony zostanie inny podział. Oj, może zamiast szukać zimowego płaszcza, zakupię jakąś kolczugę, najlepiej z mithrilu.


poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Dobrze trafiłam?

Chyba się tu zaniedbuję. I może stąd durnowate myśli o swojej beznadziejności, niepotrzebności i nieumiejętności zorganizowania swojego życia. Oczywiście fakt, że oto napiszę tenże post i nawet go opublikuję nie sprawi, że nagle wszystko stanie się tak krystalicznie jasne, że aż pieprznie po oczach niby słońce odbite w pierwszym śniegu. Znalazłam wczoraj pasję, a dziś już nie wiem, czy nawet zechce mi się coś w tym kierunku zrobić. Mam chyba przestarzałe poglądy na temat honoru i etycznej przyzwoitości, o poczuciu bycia w porządku z samą sobą nie wspomnę. Chcę iść na urlop i nigdy tu nie wrócić. Mała, toksyczna, przemądrzała kanciapa, w której każdy ma ambicję i z daleka od takiego, bo a nuż nadepniesz i będzie krzyk, jak przy wyciąganiu mandragory. Całe życie chodzę na palcach, by nikogo nie dotknąć, nie uszkodzić jego ego. I mogę sobie do wyrzygu powtarzać, że mam w dupie, a i tak mieć nie będę. Zmiana miejsca pracy nic nie zmieni, wszędzie będą ludzie silniejsi psychicznie ode mnie, nawet tylko w moim posranym mniemaniu.
Czas, aby pingwin na telewizorze eksplodował.