poniedziałek, 18 maja 2009

Na chorobowym

No i znów L4. Po ponad roku pracy na stanowisku Doradcy w Departamencie Obsługi Klienta Indywidualnego, czyli po prostu na słuchawce w Call Center, moje gardło jest w stanie, jakim zapewne może pochwalić się nauczyciel z 10-letnim stażem. Byle wiaterek i już zapalenie. A ponieważ ja gorąca laska jestem, to nieraz zdarza mi się spać przy otwartym oknie, nawet jeśli na zewnątrz jest kilka stopni.
Ale ja nie o tym.

Jakiś czas temu chciałam napisać tu o moim umiłowaniu ciszy. Chciałam opowiedzieć o tym, że dręczą mnie dźwięki. Że nie lubię wychodzić z mojej cichej pracy, bo hałas miasta ogłusza. Przełożyło się to również na słuchanie muzyki. W prosty sposób - nie miałam ochoty na żadne dźwięki. Coś tam słuchałam, choć właściwie można powiedzieć, że one były, gdzieś w tle, gdzieś za ścianą, choć przecież nierzadko w słuchawkach empetrójki. Ale poza mną. Nie docierały tam, gdzie powinny, gdzie zawsze docierały.
Kilka dni temu muzyka wróciła do mnie z całą mocą, zwielokrotniona o ten czas, gdy jej nie przyjmowałam.
I tak chrypiąc i kaszląc pozwoliłam dźwiękom, o które życie moje dużo uboższym byłoby, ogarnąć mnie. Odsłuchanie jednego utworu przywodziło następny, pojedynczy dźwięk przypominał o innym. A ile wspomnień! Z czasów liceum, lat studiów. Obejrzane filmy, pożyczone płyty (czy kasety swego czasu), przegadane noce.
Naiwnie próbuję ogarnąć. I chyba najbardziej cieszy mnie, że nie potrafię:)

No to skoro o muzyce, to poniżej coś, od czego wszystko się zaczęło:)
[z dedykacją dla dwóch takich, co mnie muzyki słuchać nauczyli, zabierając kiedyś do pewnej jaskini bitelmana]


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz