sobota, 18 kwietnia 2009

Pamiętnikowo 5

Wetlina, 18.09.2008 r.
"Chata Wędrowca"
14:36


Spacer ponad 10 km. Potem podwózka przez dwóch miłych chłopców. Komplement dotyczący lubelskich dziewczyn i porada, by, jeśli gdzieś coś zjeść, to nie tu, ale obok. Może i przystojni, może i stąd, ale wolę posłuchać rady Maćka;)
A co ze mną?
Zmęczenie po przebyciu tych kilku kilometrów ledwie odczuwalne.
Miejsce świetne. Siedzę co prawda w sali dla palących, ale tu słychać, jak deszcz uderza o blaszany dach. Prawie jak u mnie w domu. I widok z okien werandy piękny. Mgła. Zieleń. Wiatr porusza gałęziami drzew. Dobrze tu. Przyjemnie. Chłodno. Pusto.
Odpowiada mi.

A wcześniej - zmiana lokalu do spania. Na dzisiejszą noc jest to "Dolina Niedźwiedzia". Piękny, piękny widok z okna. Zielone, drzewiaste wzniesienie. Mgła zakrywająca szczyt. Zmienia kształt. Wije się. Opada w dół, jakby chcąc wzbudzić nadzieję na lepszą pogodę. Znika, a w chwilę potem z góry nadchodzi następną falą. Bielszą, gęstszą. Cieplejszą, mogłoby się wydawać.

Cieszę się, że pogoda jest właśnie taka. Gdyby było ciepło, gdyby świeciło słońce, a podczas wędrówki lałby się ze mnie pot, pewnie też byłabym zadowolona. Ale ta pogoda jest taka moja. Taka niezdecydowana. Taka chłodna, rzeczywista, a jednak przytulna. Chce się w taki czas przytulić do kogoś, ścisnąć za rękę, spleść palce, dotknąć włosów, uspokoić, wsłuchać się w oddech kogoś będącego blisko obok.

1 komentarz: