sobota, 18 kwietnia 2009

Wspomnienia

Zauważyłam, że bardzo ciężko przechodzę moment ewolucji wydarzeń we wspomnienia. Nawet teraz zawahałam się nad użyciem słowa "ewolucja", bo niekiedy mam wrażenie, że wcale nie jest to 'proces przeobrażeń, zmian, przechodzenia do stanów bardziej złożonych lub doskonalszych; wszelki rozwój' (SWO PWN, Wwa 2003, s. 316-317). Jest to raczej nieuchronny proces odbierania mi czegoś, powolnego wyszarpywania z rąk tego, co należy do mnie, na co mam wpływ, a już niedługo, po tejże ewolucji, będę to miała jedynie na wyciągnięcie myśli.
W tym miejscu należałoby jeszcze wyszczególnić, że chodzi o wydarzenia, których nie chcę tracić ze swej teraźniejszości, czyli te dobre, te właściwe, te budujące.

Chcąc się czepiać można tutaj zawrzeć dygresję dotyczącą tego, kto i co tak naprawdę decyduje o tym, które wspomnienia są 'właściwe', 'dobre' czy 'budujące' i czy zawsze są to te szczęśliwe. Przecież jednako budują nas cierpienia, jak i radości. I te i te są nasze, więc są właściwe.
Czas?
Nasze podejście?


Te, które sprawiają cierpienie, chcę zazwyczaj jak najszybciej od siebie oddalić, wyrzucić z pamięci, więc również z tego zakamarka naszego umysłu, który odpowiada za wspomnienia. Termin wyparcia nie jest mi obcy. I nie tylko termin.

Wiem, że rozpaczliwa próba zatrzymania tego, co się dzieje, a co mnie uszczęśliwia, jest irracjonalna - każda chwila, którą przeżywam, nawet to, że właśnie prawie wylałam herbatę na klawiaturę, jest już w tej chwili wspomnieniem. A co ciekawe, zapamiętam ten moment zapewne tylko dlatego, że o tym napisałam, zanotowałam, zarchiwizowałam. Więc archiwizujmy dowody na wydarzenia, by pamiętać?
Chyba odbiegam od tematu...

Co więc robić, by szczęśliwości chwil nie odebrał mi czas? Nie przemienił ich w mglistą marę, którą zmienię, upiększę bądź uczynię trywialną poprzez częste do niej powroty? [styl powyższego akapitu wskazuje na nadmierną lekturę Tetmajera;)]
Rozwijać. Pozwolić ewoluować, ale kierując tą ewolucją, mając na nią wpływ na tyle, na ile jest to możliwe. Nie skupiać się na tym, że coś tracę, ale na tym, że coś zyskuję, dodaję do tego co jest, co mam i czego nikt mi nie jest w stanie odebrać, bo jest we mnie.
Wspomnienia są nie po to, by tęsknić.

2 komentarze:

  1. Są by wspominać, nie by tęsknić.
    Ale po co wspomnienia skoro nie ma Uczestników - że tak sobie coś sparafrazuję. Kto ma wspominać?

    OdpowiedzUsuń