poniedziałek, 27 kwietnia 2009

Doskonałość

Coraz częściej zauważam, że moim przekleństwem jest doskonałość.

Zaczepnie zabrzmiało, prawda?;)

Nie, nie moja. Tzn. owszem, moja. Ale nie jako stan faktyczny, obecny. Jako coś, z czego brakiem nie umiem sobie poradzić. Co mnie - ach, dobrze, bądźmy patetyczni - unieszczęśliwia.

Doskonałość.
Dążenie do niej nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie. Rozwija, jest motywacją, jest celem.
Pragnienie osiągnięcia jej tu, teraz i natychmiast (tak po Aspazjowemu) może doprowadzić do frustracji.

A przecież tak w głębi duszy ukochałam naturalność.

Spokojnie. Przecież wiem jak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz