sobota, 18 kwietnia 2009

Pamiętnikowo 2

Cisna/Dołżyca, 16.09.2008 r.
"Cień PRL-u"
17:04


Odnotuję fakty. Nie umiem czytać mapy, co zaskutkowało szukaniem miejscowości Dołżyca w przeciwnym kierunku niż faktycznie leży - 4km w tę i z powrotem bez celu. Ale czegoś mnie to nauczyło - gdy patrzysz na oznaczenia szosy, to sprawdzaj, czy biegnąca w kierunku przeciwnym ma to samo oznaczenie. Zazwyczaj tak. Więc tym się nie kieruj. Tyle.
W końcu powróciłam do Cisnej wlokąc się z dwudziestoma kilogramami na plecach. Gdy szłam już w dobrym kierunku, zatrzymał się jakiś samochód i zostałam podwieziona przez przemiłych warszawiaków. Udzielili kilku rad, wyrzucili pod "Cieniem PRL-u", gdzie przebywam, i życzyli udanego urlopu. Miłe.

Ośrodek jak ośrodek. Nie jest to hotel pięciogwiazdkowy. Pachnie starością (cholera, a wahałam się, czy nie wziąć jakiejś świeczki zapachowej), na ciepłą wodę długo się czeka, okna średnio szczelne. Więc jest zimno. Nawet bardzo. I raczej nie ma co liczyć na poprawę. Prognozy są bezwzględne. Deszcz i temperatura poniżej 10 C. Obawiam się przedłużenia urlopu w formie L4. Witaminy co prawda przezornie spakowałam, ale wątpię, by ustrzegły mnie przed przemarznięciem, więc też przed przeziębieniem.
Dobrze.
Jest samotnie. Bardzo. Jest smutno. Może to pogoda, może to ten chłód tak działa? Nie znoszę marznąć. Nie do opanowania dreszcze, drętwienie koniuszków palców trzymających długopis. Nie czuć ruchów powietrza, a uczucie jest takie, jakby wiatr hulał po pokoju. Mrozi moje myśli, moje pozytywne, szczęśliwe emocje, które chciałam tu rozwijać i pozwalać im sobą zawładnąć. Dominuje chłód i smutek. Łzy nie, ale czuję, że przyjdą. Mają na to 3 dni. Skoro deszcz jedynie wyziębia, to może one oczyszczą. Niech będą żałosne, bezsensowne, dziecinne. Byleby były granicą, którą jak najszybciej chcę przekroczyć. Przejść dalej. Wyjdę na spacer. Może będzie więcej do napisania po powrocie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz