środa, 9 grudnia 2009

A.D. 2009


Wspomnienia są jak puzzle. Jak idealny obraz zbudowany z optymalnie dopasowanych elementów. Może nie wszystkie, może tylko TO jedno, może tylko to moje, jedne z najpiękniejszych, jakie mam.
Dziś dowiedziałam się, że elementy się wykruszają. Nie ma już wśród nas człowieka, który współtworzył moje wspomnienie. A współtworzył swoim uśmiechem, swoimi żartami. Zbudował je wraz z innymi, siedząc w świetle świec w schronisku, polewając ukraińską wódkę z papryką i miodem, śpiewając z Elą Grzech, tańcząc, żartując. Wpisał się w mój obraz wrześniowej, deszczowej Wetliny. Zawsze tam zostanie.


Jak uboga jestem w słowa. Jak upośledzone są one w porównaniu z emocjami...




I kiedy przyjdzie w drogę iść,
a drogi - nieprzetarte,
wychodząc nie ryglujcie drzwi,
zostawcie je otwarte. 

                             
                         B. Okudżawa





5 komentarzy:

  1. "księżyc przychodzi, odchodzi i wraca"

    Obraz wrześniowej, deszczowej Wetliny przemawia do mnie widokiem porannej mgły i chłodu. To obraz pełen dorodnych malin na połoninach, szumu strumieni i młodości, która być może kiedyś powróci. Oby nie było za późno. Koniecznie muszę wrócić w tym roku w Bieszczady.

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wojtek Bellon. Wspaniale wpasowałeś ten cytat...

    Nie określam czasu, gdy tam wrócę. Po prostu wiem, że wrócę. Gdy pojechałam tam po raz pierwszy, wszyscy miejscowi, także osoba, o której piszę, mówili, że w Bieszczady przyjeżdża się tylko raz. Potem już się tylko wraca...

    Pozdrawiam również.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja niestety mogę powracać tylko myślami. Przynajmniej na razie, aczkolwiek nie zanosi się na realne powroty w ciągu kilku następnych lat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaprawdę, jest to "niestety". Ale w Anglii też macie jakieś tam wzgórza, prawda?;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Choćby nawet setki... to jednak nie to samo.

    OdpowiedzUsuń