poniedziałek, 19 września 2011

"Ada... I am unhappy..."

Muszę coś więcej.
Sobota była dla mnie dniem tak wyczerpującym emocjonalnie, że byłam w stanie jedynie leżeć w łóżku i zastanawiać się, czemu one wciąż płyną...? "Fortepian" obudził coś, o czym musiałam dawno zapomnieć, tak głęboko zakopać, że teraz, gdy chciało wyjść na światło, musiało mi rozorać duszę. Wciąż słyszałam tę muzykę, gdy zamykałam oczy, pod powiekami przewijały mi się sceny z filmu, głosy aktorów, dźwięki, spojrzenia... Patrzyłam na siebie w lustrze przez chwilę i podziwiałam, jak na twarzy pojawia się grymas, a oczy wypełniają łzami... Nie wiem, co ten film mi uczynił, do teraz nie mogę tego pojąć. Ale im gorzej było, tym bardziej wiedziałam, że jedynym antidotum jest trucizna. Obejrzałam go jeszcze raz, tylko ja, obraz i dźwięki - blisko, prawie w głowie, słyszane przez słuchawki.
Uleczył.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz