piątek, 25 września 2009

In my place

Piszę ten post o kilka tygodni za wcześnie, ale jestem tak szczęśliwa, że trudno to wyrazić. Po prostu roznosi mnie energia. Otóż, odebrałam dziś moje mieszkanie. Moje piękne, słoneczne 43 m.kw. Czeka mnie teraz mnóstwo prac wykończeniowych, ale to naprawdę mało ważne... W końcu moje miejsce, moje, moje... To będzie dobry czas:)

Zawsze bałam się zmian i ciężko przechodziłam te, które otarły się o moje życie. Teraz czuję, że będzie dobrze, bardzo dobrze. Jak z pracą w Instytucie. Zobaczyłam ogłoszenie i wiedziałam, że oto jedyne, co powinnam zrobić, to złożyć CV i przyjść na rozmowę. Reszta jest już postanowiona - to jest praca dla mnie. To miejsce jest moje i to w momencie, gdy został ogłoszony konkurs. I zapewniam, że więcej tu metafizyki niż układów. Tych drugich właściwie w ogóle nie było. Pracę mam od kilku miesięcy, jestem szczęśliwa. Przemilczę kwestie personalne, które wiele utrudniają, ale jeszcze nie sięgnęłam dna swej bezsilności, więc dam radę. Nie jestem z tym sama, na szczęście. "Silnia" jest kilka pięter niżej;), a władza właściwa zaraz za ścianą. Nawet to dziś jest kolorowe:)
Wracając - tym razem znów czuję , że będzie jak wtedy, jak w lutym. Zmiana pracy na tę, o której zawsze marzyłam, pozostawienie za sobą tego, co trzeba było wyrwać z duszy, by pójść dalej. Wspólna ścieżka się skończyła. Krok dalej. Teraz następny. Czuję, jakbym zaczynała od nowa. Niejako zaczynam. Zaczyna budować swoje życie w nowym miejscu.
Lubię symbole, granice, znaki. To również jest cezura.

Hm. Ciekawe, czy gdy urządzę już wszystko naokoło siebie, w środku też wszystko zacznie pasować.


"In my place, in my place..."

4 komentarze:

  1. Są tacy ludzie, którym wszystko się udaje, jeśli tylko tego chcą. Nazywamy ich dziećmi szczęścia, witaj w klubie :)

    Kiedy już wszystko wokół poukładasz to możesz być pewna, że pojawią się nowe trudności, nowe znaki do odczytania.

    ps. 43 metry - Woland zrobiłby z nich Elizejskie Pola ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze uważałam się za dziecko szczęścia, czasem tylko o tym zapominam. Kiedyś o tym napiszę, muszę to odnotować, koniecznie. Zapamiętać.

    Zapewniam, że choć moim marzeniem jest dom nad potokiem w Bieszczadach, to ze swojego metrażu zrobię namiastkę tego Domu. Nawet więcej, uczynię z niego Dom:) I nie trzeba mi będzie szatańskich czarów:)

    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęściara. Powodzenia i niech wyobraźnia twórczo kieruje pracę zagospodarowującą wnętrze. Myślę, że kwestia potoku też leży w granicach realnych możliwości. Pozdrawiam :):):):)

    OdpowiedzUsuń