sobota, 29 sierpnia 2009

autumnus

W moich rodzinnych Borkach pachnie jesiennie. Skończyły się żniwa, pola są puste złotym rżyskiem i na żadnym słupie nie ma już bocianów. Ale przede wszystkim są poranne mgły nad łąkami i dym z palonej słomy. Ten zapach ma nazwy. Umiem je wskazać i określić. Są to nowe zeszyty, zapach podręczników, nowych trampek. Zapach świeczek na urodzinowym torcie. Zapach planów, nie tylko na kolejny rok życia.

Mam w sobie dużo jesieni.
Jest we mnie dużo mgły, w której sama czasem z trudem się poruszam. Są we mnie kolory jesiennych drzew i dużo spadających liści. Są we mnie wczesne zmierzchy i nagłe wieczorne deszcze. Są we mnie też ostatnie letnie burze. I pewnie dziwnym może się wydawać, że jestem z tym szczęśliwa. Umiem to jedno stwierdzić i z tym jednym nie walczyć - jestem jesienią.

I jeszcze coś niezaprzeczalnie mojego.
Może teraz naprawdę przyjdzie czas zgody, po czasie pogardy...?