niedziela, 5 lipca 2009

Mare Nubium

Zastanawiam się, w jaki celu te wszystkie moje samotne wyjazdy (ucieczki?). We wrześniu góry, teraz Kazimierz/Janowiec. Sama. Ja, namiot i plecak. Niebezpieczne, może bezmyślne, ale tak mi potrzebne. Do czego?
Siedząc nad Wisłą w sobotni poranek, gdy telefon odmówił posłuszeństwa, a na polu namiotowym nie było możliwości naładowania zdechłej baterii, bez bladego pojęcia, która może być godzina, odrywając się raz na jakiś czas od Lalki, zadawałam sobie pytanie, po kiego grzyba ja to wszystko robię? Po co mi te wyjazdy?

Swoją drogą niezwykłym doświadczeniem jest zgadywanie czy nawet niemal detektywistyczne dochodzenie, która jest godzina. Obserwowałam to na podstawie ruchu ludności (w okolicach pory obiadowej zawsze brakowało miejsc w ogródkach i restauracjach). A już niesamowitą radość sprawiało mi spacerowanie po rynku w niedzielny poranek i sprawdzanie godzin otwarcia sklepów - np. jeden w niedzielę otwierany był o 8:00, drzwi jego otwarte, więc drogą dedukcji - jest już po 8:00;)

Doszłam do wniosku, że to jakiś sposób na udowodnienie sobie, że potrafię. Jest to okazja, by odnaleźć swą wartość, choć jej kontur, w przełamaniu siebie. Choćby przy rozbijaniu namiotu - odciski na dłoniach bolą nadal, ale dałam sobie radę. I wkurzona do granic możliwości, zmęczona, zlana potem usiadłam przed idealnie rozbitym wigwamem i chciało mi się krzyczeć z radości. I wołać nie wiadomo do kogo (do siebie?): "A pewnie, że potrafię!"

Właśnie, do siebie... Po raz kolejny czuję, że nikomu nie muszę niczego udowadniać. Że z osób mi bliskich nie ma nikogo, kto wątpiłby w moją wartość. Tylko ja. Może popełniam błąd, szukając odpowiedzi w dniu codziennym. Może trzeba sięgnąć głębiej, gdzieś do fundamentów. Może tam jakiejś cegiełki brakuje. Pewnie nie dam rady już wypełnić tej luki, ale znajdę ją, będę wiedzieć gdzie jest i która strona mej budowli jest słabsza. A przede wszystkim będę wiedzieć - dlaczego.


Dziesiątki jaskółek na rynku tańczących z przedwieczornym wiatrem.

Widok ze wzgórza zamkowego w Janowcu na dolinę Wisły i okoliczne pola.

Dzikie zwierzęta zainteresowane ciemną nocą mym namiotem.

Rozświerkane ptaki spacerujące rankiem po tropiku.

"Księżyc Czarnej Róży" w Herbaciarni u Dziwisza.

Poezja osadzająca się miękkim słowem i zmysłowym dźwiękiem w kamieniu zamkowych ruin.


Umiem odpoczywać tylko sama ze sobą.
Jakoś.

Przyjdź.



3 komentarze:

  1. Próby odzyskania wewnętrznej równowagi przy napiętym grafiku dnia z rozdziału odpowiedzialnego życia, są nie miara wyzwaniem. Ale we własnym zaciszu dochodzi głos "wolności". I jeszcze w zależności od położenia i stanu emocjonalno-wrażliwego; to głuche wołanie Przyjdź. Czas pokaże. Ładny osobisty post. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dawno nie zaglądałem w te strony, ale widzę, że w dalszym ciągu mogę liczyć na Oddech. Ten tekst niesie ze sobą niesamowite uspokojenie. Tego mi dzisiaj trzeba. Nieśpiesznie dopijam herbatę i brnę dalej - "powoli, acz z wolna" jakby to stwierdził Lennon z jaskini bitelmana ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba nie ma emotki, która wyrazi jak się cieszę z tych odwiedzin! Niech więc będzie najskromniejsza, ale jakże wiele niosąca ze sobą - :)

    OdpowiedzUsuń