wtorek, 17 marca 2009

Księżycowo



Ostatnio usłyszałam od kogoś, że jestem smutna. Nie akurat w tej chwili, w której ta osoba mnie spotkała. Po prostu. Z reguły. Że taki obraz mnie jej się jawi. A zna mnie właściwie tylko stąd.

Tu nie miało być smutno. Miało być po mojemu. A przecież... czy smutną można określić moją osobowość?

Lubię to miejsce. To ja o nim decyduję. To siebie tu umieszczam. I wciąż dążę do tego, by pisać nie mając wciąż na uwadze, kto będzie to czytać. Dążę do szczerości wobec własnych uczuć i myśli bez względu na innych. Owszem, można uważać, że moje metaforyczne opisy i poetycki język są właśnie po to, by nie powiedzieć wprost, by każdy rozumiał jak chciał, a ja mogę się tylko uśmiechnąć pochylając głowę, bo wiem swoje. A może ja inaczej nie potrafię? Tylko tak mgliście i "barokowo"? Hm. Coś przyszło mi do głowy... Troszkę wkroczmy w zakres kompetencji psychologa osobowości, czemu nie: może to moje metaforyzowanie to jakaś nieświadomy płaszczyk ochronny? Mówię o czymś, ubieram w słowa, które są mi najbliższe, najbardziej stamtąd pochodzące skąd i uczucia, które nimi nazywam. A może nazywam je tak, a nie inaczej, bo są "inni"? Nieświadomie?

"Dziękuję, że piszesz. Dzięki temu dowiem się kim jesteś."
Nie.
JA dowiem się kim jestem. Nie wbrew wszystkiemu, nie na przekór, nie przeciw komuś. Spokojnie, powoli i według moich reguł.

A smutna?
Wolę to określać melancholią. Ale nie jest ona zła. Nie krzywdzi mnie.
Lubię zatrzymywać się nad sobą i nad otaczającą mnie rzeczywistością. Ale to wcale nie oznacza, że zostaję w tyle.

1 komentarz:

  1. Dobry wieczór Aspazjo.

    Jesteś cudownie melancholijna. Piszesz tak, jakbyś spoglądała na świat przez małą dziurkę od klucza. Magicznie w świetle trzeciej strony księżyca prowadzisz w jeden z prawdziwych światów.

    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń