piątek, 13 marca 2009

M....?

Nigdy nie przyszło mi tak trudno napisanie tekstu.
Zabierałam się do niego od tygodnia niemal, wersji jest już kilka.
Zastanawiam się skąd ta trudność. Nierzadko, nawet jeśli szarpały mną myśli o skrajnych biegunach, że nie wspomnę o tym, co pomiędzy nimi, to jednak potrafiłam coś konstruktywnego z tego wysupłać. Umiałam odgarnąć na bok bałagan emocjonalnego chaosu i znaleźć, co najważniejsze. A teraz gubię się w co drugiej myśli. Jestem ze sobą zupełnie szczera - w co drugiej, jeśli nie w co trzeciej. Czyli nie jest tak źle. Niektóre z kotłujących się w mej głowie rozumiem. Jest się czego chwycić i według tego iść.
A może to zbyt trudny temat. Tak ważna kwestia w moim życiu, najważniejsza, a jednak tak mało dla niej odpowiednich, prawdziwych, godnych słów. Miłość.

Jak często mówiąc czy pisząc o Niej ocieramy się o banał czy wyświechtane, pachnące naftaliną sformułowania.
Hm.
Przyszło mi teraz na myśl, że może dlatego, że tylko o niej mówimy bądź piszemy. A gdyby czuć...? Wtedy dusza nie posiada granic a myśl - limitów. Można mówić najpiękniejszymi, najbardziej pachnącymi zgłoskami, można roztaczać aurę spokojnego szczęścia, nazywać stany, emocje, spojrzenia, a zamknąć się one umieją tylko w tym jednym imieniu...

I znów coś mnie trzyma... jakaś granica umiejętności. I chyba nawet nie w zakresie słownictwa. Znów zatrzymuję swe myśli. Patrzę na nie z niedowierzaniem, widzę ile emocji za każdą, jaka nieprzebrana ilość i jak bardzo trudno mi to ogarnąć. Wiem, że potrafię i nie rezygnuję, bo głupotą by to było. Dlatego teraz to piszę. Nawet jeśli nie skończę, nawet jeśli nie będzie umiłowanej pointy, nawet jeśli przerwę teraz....

1 komentarz: