środa, 28 września 2011

P.4

Układanie rąk jest jednak gorsze niż mnie samej się wydawało. Pani Hordyjewicz każe chować antenki i nie robić niczego mechanicznie. To akurat coś w sam raz dla mnie, bo jestem przecież ciągle zamknięta w jakichś śmiesznych Justynowych karbach. Cieszę się, że dzięki klaskaniu taktów i głośnemu liczeniu albo oswajaniu z klawiaturą fortepianu trochę je pokruszę. Być może w tym tygodniu będę mieć już własny sprzęt i ten przepiękny fortepian ze szkoły muzycznej nie będzie mnie tak onieśmielać.
Do tej pory nie mogłam się doczekać, gdy będę grać na dwie ręce. Teraz wiem, że jeszcze wielu rzeczy muszę się nauczyć po drodze, żeby grać dobrze i świadomie, bo to jest najważniejsze - wiedzieć, co i jak chce się zagrać. Tak jak powiedziała mi wczoraj K. - "najpierw słyszysz dźwięk, a potem go wydobywasz".
Jestem zdeterminowana jak mało kiedy w swoim życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz